czas wolny

Posts Tagged ‘czas wolny’

  1. Cieszmy się sobą

    • 22 maja 2012
    • Iwona

    Spędziłam urocze, sobotnie popołudnie w towarzystwie Bożeny, Maćka, Marka i naszych dzieci. Miło tak sobie siedzieć przy dużym stole, patrzeć na dzieci, cieszyć się własnym towarzystwem – takie proste, a takie trudne w dzisiejszych czasach. Czemu zatraciliśmy to co robili nasi rodzice – nie spotykamy się w licznym rodzinnym gronie? Kryzys, oszczędzamy? Bzdury! Kiedyś też był kryzys, nic nie było, a jakoś każdy potrafił coś przynieść i można z tego było wyczarować przepyszne jedzenie, a przede wszystkim posiedzieć i pobyć ze sobą.
    Wielu z nas mówi o tym otwarcie, że tęskni za tymi czasami. Dlaczego daliśmy sobie wmówić, że najlepiej nam będzie w wąskim rodzinnym gronie (2 dorosłych + ewentualnie 2 dzieci), w pięknym dużym domu na kredyt, z nowym samochodem w garażu, no ewentualnie jeszcze psem? Jesteśmy zwierzyną stadną, a instynktu nie można oszukać. Tęsknimy za tym co w nas pierwotnego – za stadem, w którym będziemy akceptowani. Dlatego też wieczorem zabrałam swoje stado oraz kilku innych, małych członków z innych, stąd do siebie do domu i… świetnie się z tym czułam. Pozwoliłam im nawet na rozpustę w postaci chipsów i gadaniu w łóżku do pierwszej w nocy.

    Odkąd pamiętam u mnie w domu zawsze było dużo dzieci, osób dorosłych, ogólnie było u nas dużo ludzi. Mam 3 starsze siostry i miałam szczęście wychowywać się na wsi. Nasz dom można by nazwać dziś „otwartym” – kiedyś nikt tak na to nie mówił. Po prostu odwiedzała nas często rodzina, sąsiedzi zawsze po coś wpadali, a ja byłam przywódcą miejscowej dzieciarni. Zawsze koło naszego domu kręciły się jakieś dzieci. Czasem moja mama nie wytrzymywała i wrzeszczała, żebym się z tym przedszkolem przeniosła do innych sąsiadów. Najciekawiej było w wakacje, kiedy to tylko zmieniały się u nas rodzinne turnusy. Jakie to były piękne i beztroskie czasy – przynajmniej dla mnie jako dziecka. Pamiętam wystawiony na podwórko stół – zrobiony z desek – gdzie czasami zasiadało do obiadu po kilkanaście osób. Najpierw od rana mama z ciociami krzątały się po kuchni, kazały nam przynosić z pola coraz to inne warzywa. Pamiętam ile czasu i celebracji było przy tym szykowaniu jedzenia. Potem wszyscy długo siedzieli przy stole, jedli, rozmawiali, a wieczorem sobie nawet często gęsto potańczyli. Albo kiedy wszyscy razem szliśmy pracować na polu (raczej warzywniaku – bo mieliśmy zaledwie 2 hektary tego gospodarstwa – w większości sad i ogródek), a potem wszyscy wracali do domu i siadali do jedzenia.

    Potem, jak byłam nastolatką myślałam, że szczęście może dać mi tylko duże miasto z całym swoim zgiełkiem, kulturą, cywilizacją i szerokim dostępem do rozrywki. No i wpadłam w wir miasta. Kariera, biznes jeden, drugi, piąty, kluby, dyskoteki, kina, koncerty – miałam tego aż w nadmiarze. Otaczało mnie coraz więcej ludzi, tylko, że ja byłam coraz bardziej samotna. I dziś choć już diametralnie zmieniłam swoje życie i staram się żyć w zgodzie z naturą i sama z sobą, to wciąż brakuje mi nadal tego zgiełku dużej rodziny i domu, do którego każdy może przyjść i zostać jak długo zechce. Chciałam i chcę taki obraz domu przekazać moim dzieciom. I cieszę się, że prawie mi się udaje. W ostatnią sobotę, zajmowałam się piątką nastolatków. Co prawda nie mam na obecną chwilę warunków takich jak były w moim domu rodzinnym, ale zauważyłam, że dzieciom wcale nie zależy na pięknych wnętrzach, całej stercie zabawek, czy najnowszym komputerze. Chcą się spotykać z rówieśnikami, bawić i rozmawiać. To my dorośli popełniamy największy błąd i izolujemy swoje dzieci os świata. Często, dla świętego spokoju każemy im iść i pograć albo pooglądać coś w TV – byleby tylko się nie zajmować nimi. Myślimy, że jak zapewnimy naszym dzieciom wszelkie dobra materialne to będą szczęśliwe i radosne. Błąd. Dzieciaki nadal wolą się wytaplać w kałuży lub urządzić sobie dyskotekę razem z mamą niż siedzieć samotnie przed ekranem. Lubię tańczyć, a wiecie dlaczego – bo kojarzy mi się to z dzieciństwem, jak mój ojciec urządzał nam wieczorki taneczne. Wszystkie po kolei musiałyśmy z nim tańczyć – imprezy były niesamowite. Nasze dzieci też tego od nas oczekują, że poświęcimy im trochę siebie, a nie trochę pieniędzy.

    Spróbujcie zamienić się kiedyś rolą z własnym dzieckiem (tak na jedno popołudnie) – ciekawy eksperyment – a ile nam powie o nas samych.
    Świetnie się czułam w tą sobotę, z gromadą śmiejących się dzieciaków. Może Marek ma rację – skoro od dziecka przejawiam zdolności pedagogiczne – być może powinnam mieć swoje, własne przedszkole? Z pewnością dzieci są najlepszym sposobem na przedłużenie sobie młodości, i wcale nie mówię tu tylko o rodzeniu dzieci. Samo przebywanie z dzieciakami sprawia, że czujemy się dużo młodsi. Poza tym uwielbiam szczerość jaką mają w sobie młode istoty, szczególnie te takie jeszcze niezmanierowane.

    Nie wiem co mnie tak wzięło na pisanie o tych dzieciach, jakoś tak wyszło samo z siebie. Po weekendzie spędzonym w towarzystwie, gdzie średnia wieku wynosiła 10 lat nie mogę mieć innych skojarzeń. Przypomniało mi się dużo z mojego dzieciństwa, za które jestem wdzięczna moim rodzicom. Za to, że nauczyli mnie prostych ale bardzo ważnych zasad – żyj tak żeby nikomu i niczemu nie robić krzywdy, sobie też. To, co dasz z siebie – kiedyś do Ciebie wróci, prędzej czy później. Najlepiej i najszybciej widać to u dzieci – wystarczy, że poświęcimy im choć trochę uwagi – a ile nam za to oddadzą radości i miłości? Nie da się tego kupić na żadnym portalu ani za żadną kasą.

    Tak więc zachęcam was moi drodzy do odwiedzania się, do wspólnego gotowania i jedzenia. Do rozmów przy jedzeniu. Uwielbiamy przecież oglądać włoskie filmy, gdzie liczna familia zasiada przy stole pełnym jedzenia i toczy zacięte rozmowy, hmm? Dlaczego my tak nie potrafimy? Niech każdy z nas spróbuje od siebie – zaprosi rodzinę znajomych, wspólnie przygotujcie dobre jedzonko, a potem cieszcie się własnym towarzystwem, patrzcie jak dzieci się razem bawią (ale nie przy komputerze – wymyślcie jakąś wspólną zabawę). Zobaczycie, to jest jak nałóg, jak się raz spróbuje – nie można przestać.

    Na koniec dodam, że kiedy ja w niedzielny ranek wybrałam się na Nordic Walking po górach – moja córka z koleżankami przygotowała wszystkim jajecznicę i kakao. Jestem z niej dumna. Nie przeszkadzał mi nawet bałagan jaki zrobiły w kuchni – ważne, że wspólnie przygotowali sobie śniadanie i razem je zjedli.