energia

Posts Tagged ‘energia’

  1. Jest nadzieja

    • 10 lutego 2013
    • Bozena

    Jestem bardzo podniesiona na duchu. Pełna pozytywnych emocji. Okazuje się, że konkurs “Uchwyceni w samorealizacji”, który sygnujemy, jest dowodem na to, że wciąż drzemią w nas pokłady dobrej energii. Pragniemy się rozwijać, pomimo trendów, które ostatnio lansują media: zabieganych, zapracowanych, zniewolonych własną pracą i karierą ludzi, nadal drzemie w nas chęć, żeby przystanąć, przemyśleć swoje życie, odkryć w nim swoją przestrzeń, spokojną przystań.

    To piękne, że są jeszcze ludzie, którzy potrafią czerpać radość z na pozór prostych, lecz jakże ważnych rzeczy… Mało tego, Ci sami ludzie chcą się podzielić własnym doświadczeniem, chcą inspirować innych. Pokazać, że można żyć inaczej, szukać szczęścia, spełnienia, szukać samych siebie. Co tu dużo ukrywać – swoją odważną postawą zainspirowali także nas – zespół Projektu JA.


  2. Z szacunku do siebie i innych

    • 30 kwietnia 2012
    • Katarzyna

    Nie ukrywam – asertywność jest dla mnie wyzwaniem. Mam z nią problem. Czy nie wynika z naszych pobudek egoistycznych? W jaki sposób powiedzieć „nie”, aby nie zranić drugiego człowieka? Czy nie będzie mu przykro? Co się stanie, kiedy go zawiodę? Nie chcę tego, nie chcę i nie zamierzam ranić osób, na których mi zależy, i nie tylko.

    Edyta uświadomiła mi, że wcale być tak nie musi. Z szacunku do siebie i innych powinnam dbać o prawdziwe relacje z ludźmi. Mam prawo wypowiedzieć swoją opinię, nawet negatywną, wykazać się stanowczością, zadbać o swoje i rodziny dobro. Bez wyrzutów sumienia. Okazuje się, że zgadzając się na wiele spraw, do których nie ma się stuprocentowego przekonania, nie jesteśmy do końca prawdziwi. A to jest ważne – być autentycznym i żyć w PRAWDZIE. Przynajmniej dla mnie. Można powiedzieć NIE, lecz należy pamiętać o pewnych zasadach – braku agresji i tolerancji. Nie można ranić.

    To wszystko jest proste. Podobnie jak zasada „Nie przejmuj się tym, na co nie masz wpływu”. Dla mnie jednak stanowi spore wyzwanie.

    Wyrosłam w domu, gdzie duży nacisk kładło się na dobre maniery oraz zasadę pomocy innym. Jestem za to wdzięczna rodzicom. Dzięki nim – i mojemu rodzeństwu – dostrzegam drugiego człowieka. Jestem wrażliwa na troski tego świata i wykazuję duży stopień empatii.

    Edyta dała mi do myślenia – „Może czasami warto pomyśleć o sobie i najbliższej rodzinie”.

    Czytam „Stanowczo, łagodnie, bez lęku – asertywność” – Marii Król-Fijewskiej.

    Szczęście…

    Wyznaczam sobie cele… zawodowe i nie tylko. Po lekcjach: w poszukiwaniu sensu życia, asertywności, przyszedł czas na uporządkowanie pasji i przekucie ich w konkretne, namacalne doświadczenia.

    Chwytam wszystkie sroki za jeden ogon. Mam mnóstwo zainteresowań. Kilka książek napisanych do szuflady, które czekają na moje kolejne olśnienie, aby je wysłać do wydawnictw. Może się komuś spodobają.
    Jestem niepoprawną marzycielką. Jednego wieczora podziwiam więc Tadż Mahal, drugiego spoglądam w niebo i widzę zorzę polarną. Obiecuję sobie, że pewnego dnia dotrę do tych wszystkich miejsc, które wywołuję drżenie mojego serca.

    Celów mam wiele. Wybieram jeden… za dwa tygodnie porozmawiam o nim z Edytą. Jest błyskotliwa, inteligentna, a nade wszystko dobra obserwatorka. Potrafi słuchać. Zmusza do myślenia… Nie podaje na tacy rozwiązań. One są w nas samych. Tylko musimy je odnaleźć. Wsłuchać w samych siebie i żyć w zgodzie z sobą i własnym sumieniem.

    Zastanawiam się… czasami obieramy cel, do którego zaczynamy dążyć. Przygotowujemy tabelki, plany, wykresy… Aż przychodzi taki moment, że tracimy z oczu to, co jest ważne. Czasami uda nam się osiągnąć zamierzony efekt. Docieramy na szczyt. Być może osiągamy zadowolenie materialne i dobrobyt. Czy nas to uszczęśliwi?

    Osiągniemy cel, ale w dalszym ciągu będziemy sfrustrowani. Na tyle, że nie zauważymy piękna przyrody, dorastania dzieci… A czym jest szczęście? To chwile… wschód słońca, spacer po lesie, muzyka, od której pojawiają się ciarki na ciele, sztuka, która wywołuje drżenie serca, czy lektura ulubionej książki. To także uśmiech i szczęście w oczach najbliższych. Dzień dzisiejszy.


  3. Anita – 2. spotkanie

    • 19 kwietnia 2012
    • Edyta

    Dzisiaj spotkałam się z Anitką po raz drugi….. nareszcie, miałyśmy dłuższą przerwę wywołaną wiosennymi przeziębieniami, dzisiaj już obie jesteśmy w formie :)

    Mimo sporego natłoku obowiązków Anita wykonała zadania z poprzedniej sesji i jest świadoma etapu, na którym się znajduje, to mnie cieszy, najbardziej ta świadomość … lubię jak rzeczy dzieją się przytomnie … wciąż zaskakuje mnie Jej szybkość reakcji, dzisiaj może dwa razy moje pytania spotkały się z chwilą zastanowienia … Jej sprawy, Jej wyzwania są przemyślane, niezależnie jak głęboko bym wchodziła – to Ona już tam była …. Przynajmniej takie sprawia wrażenie, myślę sobie, że to dobrze, skrzydła szybciej rosną – zmiana postępuje . Jak na razie konsekwentnie trzymamy się spraw zawodowych – zastanawiam się jak długo, bo długo się nie da…… człowiek to więcej niż praca … a może jest inaczej?


  4. Diet Coach – Marek

    • 12 kwietnia 2012
    • Iwona

    Dzięki Projektowi Ja poznałam niezwykle ciekawego i barwnego człowieka.
    Marek jest naszym nowym Dietetykiem, który podchodzi do spraw odżywiania i przeprowadzania diet w bardzo nowatorski sposób. Choć podejście jest nowatorskie, to opiera się na zasadach starych jak świat.

    Na świecie wszystko zostało stworzone dla ludzi lub przez ludzi po to, aby nasze życie było przyjemnością a nie koniecznością.

    Marek nie zajmuje się swoimi „pacjentami” w tradycyjny sposób. Jest fanem człowieka jako istoty żywej. Ludzie wyraźnie go pasjonują. Do każdego człowieka podchodzi z niekłamaną życzliwością.

    Pierwsze spotkanie nie polega na ważeniu, mierzeniu, obliczaniu masy tłuszczowej.
    Pierwsze spotkanie polegało na rozmowie. Rozmowie o marzeniach, ulubionych potrawach, pochodzeniu, dzieciństwie i pracy. W między czasie Marek obejrzał mój język, dłonie, oczy i ani na chwilę nie przestaliśmy rozmawiać. Było tez sporo pytań o czysto fizjologiczne sprawy, które ani na chwile nie wprowadziły kłopotliwej ciszy między nami. Więź jaką Marek nawiązuje z pacjentem w trakcie rozmowy powoduje, iż człowiek nieświadomy niczego złego byłby w stanie oddać mu cały swój majątek – żart oczywiście. Jednak rozmawiając z nim ma się wrażenie, że jest „starym, dobrym znajomym”.

    Po 1,5 godzinnej, intensywnej rozmowie wyszłam ze spotkania z przekonaniem, że świat należy do mnie. Moje chwilowe problemy z wagą są wyłącznie przejściowe. Jestem w stanie zmienić wszystko co będę chciała. Moje życie, zgodne z rytmem mojego serca będzie dla mnie przyjemnością.
    Niby łatwe, wszyscy to wiemy, lub słyszeliśmy powiedzenie, że jesteśmy tym co jemy. Jeśli spożywamy pokarmy byle jakie, niedostosowane do naszych wewnętrznych potrzeb, grupy krwi, pory roku – nie żyjemy zgodnie z naturą, czyli wbrew niej. A wszystko co jest wbrew naturze jest dla nas szkodliwe.

    Podstawą zdrowia oraz właściwej diety jest m.in. harmonizowanie przepływów energii w narządach i całym organizmie, poprzez odpowiednie posiłki oraz ruch fizyczny. Według filozofii Marka człowiek postrzegany jest jako całość psycho-fizyczna będąca w stałej relacji ze środowiskiem. Dużo w tym wszystkim medycyny chińskiej, którą Marek uważa za doskonałą. Trudno się z tym nie zgodzić. Każdy kto choć trochę kiedykolwiek interesował się tematem wie, że chińska wiedza na temat zdrowia, lekarstw zawsze wyprzedzała i wyprzedzać będzie nawet największe osiągnięcia amerykańskich uczonych, którzy nomen omen coraz częściej sięgają do starych chińskich sposobów leczenia.
    Proste, prawda? Przecież każdy z nas słyszał to już wiele razy, ale niewielu umie to właściwie przełożyć na codzienne życie.

    I tu rozpoczyna się właśnie rola Diet Coach’a Marka.
    Co zatem wywnioskował z mojego języka?
    Otóż nie jest ze mną najgorzej. Dzieciństwo spędzone na wsi, dobre odżywianie w fazie mojego wzrostu pozwoliło mi do tej pory przetrwać w miarę nienaruszonym stanie. Choć katowałam swój organizm przez ostatnie lata, prowadząc bardzo rock’n’rollowy tryb życia, to wszystko jest jeszcze do naprawienia.

    Podstawą mojej terapii będzie ruch, kontakt z naturą i odpowiedni sposób przygotowywania pożywienia i dieta, dostosowana odpowiednio dla mojej grupy krwi, pogody i pory roku. Podstawą mojej żywieniowej przemiany będzie zmiana mojego myślenia. Nie sztuką jest dostać rozpisaną dietę i stosować ją przez kilka tygodni. Sztuką jest tak zmienić myślenie człowieka o jedzeniu, aby on sam umiał skomponować dietę odpowiednią dla siebie samego.
    Bardzo mi się to podoba i z przyjemnością będę chodzić na kolejne spotkania.
    Ach! Na koniec dodam, że polecona, przez Marka na śniadanie, kasza jaglana rzeczywiście dała mi energię na cały dzień. Spróbujcie sami, polecam.


  5. Iwona – 2. spotkanie

    • 5 kwietnia 2012
    • Edyta

    Tym razem to ja wpadam spóźniona, Iwona już na mnie czeka. Jest bardzo poważna ? smutna? …. Nie …po chwili już wiem – jest po prostu spokojna … jakoś taka inna niż ostatnioJ.
    Wydaje się, że idziemy spokojnie, wolno, sprawa po sprawie, omawiamy zadania, przypominamy cel z poprzedniej sesji …. aż tu nagle Iwona robi SKOK …. Wydobywa z siebie ukryty plan – marzenie, z którym chodzi od kilkunastu lat … ŁAŁ .. jestem pod wrażeniem, myśl jest szalona, odległa w czasie i miejscu – a jednak… w zasięgu Jej życia. Długo o tym rozmawiamy, wbrew pozorom jest realnie i przyziemnie, ale wizja krąży już między nami i jest niezwykle egzotyczna J
    Dziś zachęcam Iwonę do wyraźniej wizualizacji myśli, tak jak 60 lat temu zrobił to Roger Bennister w swym treningu wyobrażeniowym, przywołuję to doświadczenie… obie inspirujemy się możliwościami ludzkiego umysłu ….
    ..ach mój Mentorze Ericksonie byłbyś dziś ze mnie dumny !
    Iwona wychodzi wyraźnie radosna i jakby lżejsza, jak sama przyznała nigdy nie wypowiedziała swego marzenia tak wprost …. Jestem zbudowana Jej energią i siłą – to zaskakująca Kobieta.
    Już późno, godzina 23, kończę refleksje na temat dnia… jeszcze gdzieś tam, z tyłu głowy kołacze mi się Korczak dla wszystkich tych, którzy mają marzenia… Nasze marzenia na ogół się spełniają ale w takiej formie , że ich nie poznajemy…


  6. Terapia ciała – terapeutka Sylwia Szymkowiak, Golden Spa

    • 5 kwietnia 2012
    • admin
    Projekt JA to nie tylko Coaching skóry, ale zgodnie z zasadą holistyki, również równowaga ciała. Tę równowagę w Projekcie JA naszym uczestniczkom przywraca Sylwia Szymkowiak, doświadczona masażystka i terapeutka z Golden Spa.
    Sylwia Szymkowiak o projekcie:
    Bardzo się cieszę, że Projekt JA ruszył pełną parą.
    Już po pierwszych spotkaniach z uczestniczkami projektu wiem, że kiedy nasza wspólna przygoda dobiegnie końca nic już nie będzie takie samo :-)
    W Projekcie JA chciałabym podważyć współczesne podejście do pielęgnacji ciała opartej na bezdusznej maszynerii skupiającej się jedynie na skutkach defektów skóry, pomijając ich przyczyny.
    Holistyczna pielęgnacja well being poparta najwyższej jakości produktami pozwala traktować człowieka całościowo dbając zarówno o jego sferę fizyczną jak i psychiczną.
    Nasza skóra jest odzwierciedleniem naszej duszy. Każde niewypowiedziane emocje, stres, zmęczenie pozostawiają ślad w naszym ciele.
    Powstała nawet nowa dziedzina medycyny nazywana psychoneuroimmunologią zajmująca się interakcjami między ciałem a umysłem.
    Najstarsze nauki Wschodu od wieków podkreślały znaczenie zachowania równowagi między ciałem, duszą i umysłem.
    Programy pielęgnacyjne uczestniczek projektu JA będą skupiały się na konkretnych problemach skóry oraz na osiągnięciu wewnętrznej harmonii dzięki zastosowaniu wschodnich technik relaksacji.
    Pani Kasia
    Swoją pozytywną energią zaraża każdego, kto ma przyjemność przebywania w jej towarzystwie. Jako osoba bardzo aktywna na co dzień, potrzebuje czasu na chwilę wyciszenia i relaksu.
    Skóra Pani Kasi wymaga głębokiego nawilżania oraz przywrócenia właściwego napięcia.
    Pani Anita
    Stawia sobie wysokie wymagania i ma dużą determinację do ich realizacji.
    Pani Anita ma dobrze wypielęgnowaną skórę, ale w związku z planowanym sporym spadkiem wagi będziemy dbały o utrzymanie właściwej jędrności i elastyczności skóry.
    Oczywiście nie zabraknie czasu na relaksację :-)
    Pani Iwona
    W pierwszym kontakcie sprawia wrażenie osoby tajemniczej, nieco zakłopotanej i bardzo zapracowanej.
    Mam nadzieję, że z czasem uda mi się zdobyć zaufanie Pani Iwony i że pozwoli mi poznać się bliżej.
    Chciałabym, aby nasze spotkania dały Pani Iwonie chwilę wytchnienia i pozwoliły jej chociaż na chwilę skupić się tylko na sobie.
    Uczestniczki Projektu rozpoczęły zabiegi od terapii detoksykacyjnej, która dzięki współpracy z dietetykiem pozwoliła oczyścić organizm z nagromadzonych toksyn i pozbyć się nadmiaru wody.

  7. ANITA – 2 kwietnia, poniedziałek

    • 3 kwietnia 2012
    • Anita


    Zaczynam się dziwnie czuć, wydaje mi się, że chyba się przeziębiłam. Czas jest bardzo niekorzystny, nagłe zmiany temperatur, wiosenne osłabienie i dziecko, które z przedszkola przynosi co rusz tego typu niespodzianki – i infekcja gotowa. Będę się ratować herbatą z cytryną i imbirem!

    Właściwie dni mijają i powoli staje się dla mnie normalne, że jem określone produkty i omijam już niektóre. Przestałam mieć ochotę na słodycze – rekompensują mi je pyszne koktajle. Poza tym wyostrzył mi się radar na produkty wysokoprzetworzone, z ogromną ilością chemii. Co z tego, ze dobrze smakują, skoro wraz z nimi wprowadzamy do naszego organizmu mnóstwo “śmieci”, które gromadzone latami w postaci toksyn, potrafią odezwać się w najmniej spodziewanym momencie i nierzadko w postaci paskudnych chorób.

    Właściwie zaryzykowałabym stwierdzenie, że nasza akcja Bielsko-Biała bez raka mogłaby objąć też profilaktykę antynowotworową w postaci promowania zdrowej diety. Kiedy patrzę na sklepowe półki uginające się od jedzenia w proszku i czytam skład etykiet, robi mi się naprawdę słabo. Dieta, na której jestem, poza tym, że jest zbilansowana – odrzuca taką żywność. Dzięki temu czuję się naprawdę lepiej, lżej i mam więcej energii.

    Dziś na śniadanie zjadłam kromkę żytniego chleba z chudą wędliną i miską sałatki. Muszę spróbować znów zrobić zakwas do chleba i samej upiec chleb. Jeden zakwas już mi się nie udał, niestety…
    Niektórzy próbują mnie jednak złamać, namówić na kawałek ciasta albo panierowany kotlet. W sumie nie wiem, po co – żeby się utwierdzić, że diety nie mają sensu i czyjaś słaba wola jest usprawiedliwieniem dla ich słabości żywieniowych? O nie, żywcem mnie nie weźmiecie!

    Czekam na cieplejsze dni, kiedy drzewa i trawa zazielenią się nieco. Po wczorajszym śniegu i prognozach pogody na najbliższe dni nie nastąpi to chyba zbyt szybko. Tęsknię za słonecznym ciepłem – mam nadzieję, że jak tylko aura pozwoli, uda mi się wybrać na kilka pieszych wycieczek na szlakach wokół Bielska-Białej. Mamy w zasięgu wzroku góry i tak rzadko je odwiedzamy. Trzeba będzie to zmienić.


  8. Iwona – wizyta w Golden Spa

    • 3 kwietnia 2012
    • Iwona

    Zmiany, zmiany, zmiany. Czuję je każdego dnia, całą swoją osobą. Najczęściej ostatnio, zastanawiam się jednak nad tym, jak mi się udaje żyć bez chleba – takiego normalnego, pachnącego piekarnią – jakiego potrafiłam zjeść dużo. Wniosek z tego taki, że dieta Kamili jest dla mnie doskonale ułożona. Nie mam napadów głodu, organizm sam domaga się jedzenia o określonych porach, z przyjemnością zastępuję kawę – wodą mineralną.
    Nie idę też przez życie z efektem tornada. Znacznie się wyciszyłam. Myślę nad swoimi zachowaniami i odczuciami.
    Jednym z najmilszych doznań płynących z udziału w projekcie jest jednak fizyczna zmiana jaka zaczyna się powoli objawiać na mojej osobie. Mam już za sobą pierwszy zbędny kilogram i zdecydowanie lepszą cerę.
    Nie sądziłam ze efekty projektu będą widoczne w tak szybkim tempie. Po dzisiejszym 3 zabiegu w Golden SPA, podczas którego Bożena zastosowała na mojej twarzy tajemniczy płyn stymulujący pracę skóry i wypełniający ewentualne zmarszczki (którego nazwy niestety nie pamiętam gdyż byłyśmy okrutnie zajęte rozmową). Moja skóra stała się bardziej napięta i zarumieniona, w pozytywnym sensie rzecz jasna. Jak już niejednokrotnie wspominałam uwielbiam zabiegi i wizyty u Bożeny Społowicz. To nie tylko wizyta pielęgnacyjna na twarz czy ciało – rozmowy z Bożeną równie dobrze pielęgnują również umysł.


  9. ANITA – 29.03. czwartek

    • 3 kwietnia 2012
    • Anita

    Dziś zaczynam dzień o 6.30 – mam zaplanowane szereg spotkań, w które muszę wbić posiłki.
    Pierwsze śniadania zaczęłam miksować na mus – świetny koktajl energii o poranku. Robię kanapkę z duuużym wkładem oraz przygotowuję ziółka, które zabieram ze sobą w kubku. W połowie dnia tracę energię, jestem niewyspana do tego godziny rozmów w kilku miejscach robią swoje.

    Po powrocie robię OGROMNY obiad składający się przede wszystkim z paszy zielonej :) Domownikom smakuje – nie jest źle. No ale oni dostają wersję full… Na spotkaniach jestem dzielna i ograniczam się do wody, wody, wody i jeszcze raz wody.

    Kawę omijam, choć pachnie pięknie. Chce mi się spać, mam mnóstwo pracy do zrobienia i czuję, jak kurczy mi się czas. Kalendarz na następny tydzień – Wielki Tydzień – zaczyna puchnąć. Trzeba to będzie mądrze ustawić…

    Robicie Mapy Marzeń? Takie czary-mary – życzenia do życia? O ile filozofia jakoby marzenia miały się ziścić za sprawą kolorowych obrazków naklejonych na planszę w odpowiednich miejscach, jest mi odległa, to takie obrazowanie nazywam raczej Mapą Celów. Jest uporządkowana w konkretnym układzie, każdy obraz ma swoje znaczenie, które mu nadaję. W tym roku podobno czas wiosennej mapy już minął. Ja porządkuję moje Cele na nowo, wykreślając te zrealizowane i dodając nowe. Stajemy się coraz bardziej obrazkowym społeczeństwem i taka obrazowa mapa może nam każdego dnia przypominać o kierunku, w którym idziemy.

    Wśród moich nowych celów znalazły się te związane z Projektem Ja.

    Jutro trening a ja czuję się słabo prawdę mówiąc – niewyspana i zmęczona…